Co robią zimą triathloniści? Biegają po górach. Etapowa triada Kasi.

Etapowa triada 2 dni – 3 biegi, 3 różne dystanse. W tej formule, dwa razy do roku odbywają się zawody w Krościenku nad Dunajcem. W tym roku Kasia drugi raz brała udział w edycji zimowej.

W zeszłym roku góry przywitały nas pięknym słoneczkiem i temperaturą mocno na plusie, tak w tym śniegu było, nieprzesadnie mówiąc, po pachy. Etap pierwszy to Gorce – 16km. Start o godzinie 11. Warunki na trasie były jedną wielką niewiadomą. Biegliśmy w padającym wciąż śniegu w wydrążonych, dosłownie (sic!) tunelach. Próby wyprzedzania zawodników kończyły się jednym zgrabnym susem w śnieg, szybkimi skokami w zaspach i pięknym lądowaniem parę osób dalej. 

Etap drugi Pieniny – miało być 11km, wyszło 5,5. Podbieg dość mocy, zbieg po lodzie, błocie i zamarzniętym śniegu – idealny dla niestabilnej kostki… niestety zbiegać też trzeba umieć. Całość po ciemku z czołówakami na głowie. Widok sznura biegaczy wspinających się w ciemności z małymi lampkami – nieziemski!

Etap trzeci Beskid Sądecki – zeszłam na mniejszy dystans i kończyłam Triadę szybką dychą. Na dzień dobry podbieg, a może i podejście. Nie było szans, żeby biec. Wchodziliśmy jeden za drugim pod górkę. Oczywiście, źle się ustawiłam na starcie i nie miałam szans na nadrabianie. Dopiero po 2 km zrobiło się „luźniej”. Zbiegi cudowne, hasanie w śniegu, potem trochę płaskiego, finał nad rzeką i koniec zawodów.

Czy impreza warta wzięcia udziału? Jak najbardziej! Po dwóch dniach biegania w takich warunkach, powrót na płaską trasę jest przyjemnie łatwy. Góry uczą pokory i walki ze sobą. Przyznam dość mocno poczułam te 31 km. Podziwiam Ultrasów, którzy zrobili 2 razy dłuższy dystans – tak relacjonuje imprezę Kasia.